Nasza Wspólnota nr 115 PaĽdziernik 2007

VII Dzień Papieski

Dziękujemy Panu Bogu za Osobę Jana Pawła II. W tym roku pragniemy przypomnieć Go sobie jako Obrońcę Godno¶ci Człowieka. Zamieszczone poniżej dwa ¶wiadectwa zaczerpnięte z ksi±żki: "Odmieniłe¶ moje życie" - niech sprowokuj± nas do zastanowienia się kim był dla nas Ojciec ¦w. i co Mu zawdzięczamy.

Wzrastałem dzięki Ojcu ¦więtemu


Pochodzę z rodziny, któr± "dręczyła" choroba alkoholowa. Problem alkoholowy dotyczył jednego z członków rodziny, ale jak wiadomo, ta choroba dotykała wszystkich wokół.
Gdy weszłam w dorosłe życie, pragnęłam wyrwać się z tego wszystkiego. Zajęłam się tańcem i ¶piewem. Dar od Papieża - obrazki z modlitwami Ojca ¦więte¬go Jana Pawła II - stały za szyb± w segmencie, ale tyl¬ko stały...
Wyjeżdżałam za granicę na koncerty, poznawałam Europę i tak zwany wielki ¶wiat. Jednak pustka w ¶rodku serca nie znikała, ból nie mijał. Coraz bar¬dziej pogr±żałam się w samotno¶ci, żyłam już tylko z dnia na dzień. Bez nadziei. Aż przyszedł moment ciężkiej choroby płuc, umierałam Fizycznie, ale przede wszystkim duchowo. Przez te wszystkie lata co praw¬da nie odeszłam od Ko¶cioła, chodziłam na Msze ¶wię¬te, przystępowałam do ¶więtych sakramentów, ale czułam się, jakbym była zamknięta w szklanym po¬mieszczeniu. Nic już nie słyszałam, choć wewn±trz, we mnie, sumienie krzyczało: "Ja chcę usłyszeć Bo¬ga! Chcę być blisko Jezusa Chrystusa!".
Pamiętam dokładnie ten dzień, który rozpocz±ł się jak każdy inny. Był rok 1995. Od kilku miesięcy prze¬bywałam w szpitalu. Leżałam na sali wieloosobowej, gdzie był gwar, rozmowy. Każda pani co¶ robiła, mó¬wiła, a ja próbowałam w tym czasie obejrzeć i wysłu¬chać transmisji TV z pielgrzymki Ojca ¦więtego Ja¬na Pawła II w Skoczowie.
Nagle przestałam słyszeć jakiekolwiek rozmowy, hałas i gwar wokół mnie ucichły. Słyszałam tylko sło¬wa, które wypowiedział Papież. On mówił je jakby do mnie: ".. .czas próby polskich sumień trwa...", potrzebne s± czyste sumienia. I wówczas poczułam pragnienie żarliwej modlitwy, chęć pokuty za zło popeł¬nione w życiu.
Po tym dniu odbyłam spowiedĽ generaln±, zaczꬳam codziennie uczestniczyć we Mszy ¶więtej, często bywać na nabożeństwach majowych, czerwcowych oraz innych.
Zostałam wyleczona fizycznie i duchowo. Nastał czas, w którym zaczęłam realizować moje przyrzecze¬nie Bogu - zaczęłam naprawiać to, co jeszcze moż¬na zmienić, a inne sprawy oddawałam Bogu przed Naj¶więtszym Sakramentem, podczas Mszy ¶więtej. Przyjęłam krzyż, jaki ofiarował mi mój Pan i Zbawiciel.
Był to trudny czas - ¶mierć ojca, problemy w pra¬cy z powodu mojej wiary. A jednocze¶nie był to okres piękny - czas wzrostu wiary i m±dro¶ci, uczenia się chrze¶cijaństwa i człowieczeństwa. Przeszłam dwa la¬ta terapii dla dorosłych dzieci alkoholików, zdobywa¬j±c wiedzę na temat choroby alkoholowej. Uczestni¬czyłam w wykładach w Studium Edukacji Narodowej oraz w rekolekcjach zamkniętych.
Od 1996 roku podejmuję nieustannie duchow± adopcję dziecka poczętego, od 2000 roku objęłam co¬dzienn± modlitw± różańcow± Papieża Jana Paw¬ła II i obecnie Benedykta XVI. Od dwóch lat modlę się w intencji dwóch kapłanów.
Z zamkniętych rekolekcji przyszło ¶wiatło, że na¬stępny mój krok mam zrobić na Katolicki Uniwersy¬tet Lubelski, na wydział filozofii. Nie rozumiałam wówczas, dlaczego wła¶nie tam i ten kierunek stu¬diów, ale poszłam.
Skończyłam studia z filozofii. A co teraz. Panie Bo¬że? Co mam czynić dalej? I znów przyszło natchnie¬nie: Łomianki, do Instytutu Studiów nad Rodzin±. Dla¬czego wła¶nie tam? Abym poznała, czym jest praw¬dziwa rodzina, kim jest człowiek w zamy¶le Bożym. A tutaj na uczelni poznaję cały dorobek Papieża Ja¬na Pawła II!
Nie wiem, jaki będzie mój dalszy los, je¶li Bóg po¬zwoli mi skończyć te studia. A jestem przekonana, że do końca mojego życia moim zadaniem będzie uczyć się człowieczeństwa i chrze¶cijaństwa. Chciałabym, za wzorem Ojca ¦więtego, zawierzyć całe swoje ży¬cie Bogu i Maryi: "Totus Tuus".

Maria z Poznania

W Watykanie zobaczyłam ¶wiadka, o którego prosiłam Boga

Min±ł miesi±c od dnia odej¶cia do Pana Ojca ¦więtego Jana Pawła II. Wtedy była to wigilia ¶więta Miłosierdzia Bożego. Dzień dzisiejszy to ¶więto Opatrzno¶ci Bożej. Dla mnie to szczególny dzień - 2 maja, Zygmunta - imieniny mojego ojca, którego nie znałam, bo zgin±ł w obozie w O¶więcimiu już w 1941 roku, gdy miałam półtora roku. Bardzo to zaważyło na moim życiu i -jak teraz to widzę - na moich relacjach z Bogiem.
Wychowywały mnie kobiety, które pozostały w ro¬dzinie po wojennej zawierusze. Były one bardzo re¬ligijne i w pewnym momencie pozwoliłam im jakby "wyręczać" mnie w kontaktach z Bogiem, a one chc±c mi po kobiecemu pomóc, modliły się za mnie. Zaabsorbowana studiami, prac± i pielęgnowaniem chore¬go syna, czułam ich modlitwę wstawiennicz± i to mi wystarczało. Żyłam z Ko¶ciołem jakby w tle. Dostrze¬gaj±c słabo¶ci i wady ludzkie, pytałam Boga: "Boże, czy to możliwe, aby żyć przestrzegaj±c wszystkich Twoich przykazań? Pokaż mi chociaż jednego człowie¬ka, który tak żyje".
I wtedy pojawił się On, Papież z rodu Polaków. Dziwne, ale aż w Watykanie zobaczyłam ¶wiadka, o którego prosiłam Boga. Poczułam pewno¶ć, że to wła¶nie ten, dany mi na moje powstanie z duchowe¬go snu, żeby nie powiedzieć: letargu. Pobiegłam, do¬słownie pobiegłam do spowiedzi po wielu latach prze¬rwy. Teraz widzę, jak cudowne było to zdarzenie, gdy w ¶rodku dnia weszłam do kaplicy, w której nie było nikogo poza kapłanem, który jakby czekał na mnie w konfesjonale. Po spowiedzi u¶miechn±ł się, mówi±c: "Teraz tak dużo ludzi się nawraca".
Było mi tak lekko, że prawie "sfrunęłam" ze scho¬dów prowadz±cych z kaplicy. To był pocz±tek mojego nawrócenia. Zdarzyło się to w pierwszych latach pon¬tyfikatu Jana Pawła II, dwadzie¶cia pięć lat temu, ale stanęło mi to bardzo żywo w pamięci, gdy po odej¶ciu Papieża z tego ¶wiata zobaczyłam "oblegane" konfe¬sjonały i usłyszałam od znajomego kapłana, że sypia po parę godzin, gdyż ci±gle spowiada.
To cudowne, że pojawienie się tego człowieka na Stolicy Piętrowej i Jego odej¶cie wywołało podob¬ne poruszenia sumień, stanowi±c jakby klamrę spina¬j±c± okres Jego ¶więtej papieskiej posługi.
Przy naszym. Papieżu dojrzewała moja wiara. Chłonęłam wszystko, co mówił Jan Paweł II i stara¬łam się wypełniać Jego wskazania. Sięgałam pierw¬szy raz w życiu po różaniec, ponieważ On mówił, jak ta modlitwa jest ważna. Było mi bardzo trudno, ale znów usłyszałam Jego słowa: "Nie zniechęcajcie się pierwszymi trudno¶ciami, trwajcie". Więc ufaj±c Mu jak nikomu na ¶wiecie, trzymałam się Różańca, któ¬ry stał się po pewnym czasie maj± codzienn± modli¬tw±. Nigdy nie byłam na audiencji w Rzymie. Stara¬łam się, w miarę możliwo¶ci, pielgrzymować w Polsce. Czułam jednak wielk± blisko¶ć i duchowy kontakt z Ojcem ¦więtym nawet podczas telewizyj¬nych przekazów.
Zapamiętałam szczególnie jedno wydarzenie. Sta¬łam w tłumie na trasie przejazdu Papieża w Warsza¬wie. W pewnym momencie miałam pewno¶ć, że Oj¬ciec ¦więty spojrzał na mnie, wła¶nie na mnie, z wielk± miło¶ci±. To mi wystarczyło, aby poczuć Je¬go ciepło i blisko¶ć. Od wielu osób słyszałam, że doznały też takiego uczucia, że wzrok Papieża spotkał się tylko z ich wzrokiem, choć byli w tłumie.
Podobnego uczucia doznałam, gdy w Akcie zawie¬rzenia ¶wiata Bożemu Miłosierdziu Jan Paweł II po¬wierzał Bogu losy każdego człowieka. Odebrałam to jako troskę również o moje życie.
My¶lę, że na tym polega wyj±tkowo¶ć relacji Ojca ¦więtego z ludĽmi, że każdy czuje się przez Niego nie tylko akceptowany, ale i kochany, że dla każdego chciał On jedynie dobra. Szczególnie dotyczy to Jego niedo¬szłego zabójcy, któremu z całego serca wybaczył.
Cudown± rzecz± było dla mnie obserwować, jak Papież okazuje sw± miło¶ć do Polski, jednocze¶nie obejmuj±c swym sercem inne kraje i narody. Poma¬gał mi również żyć w poczuciu ¦więtych Obcowania: w tym mojego ojca - męczennika O¶więcimia, moje¬go stryja - męczennika Starobielska i Charkowa, po¬magał mi w odnajdywaniu sensu ich ofiary.
Ojciec ¦więty stał mi się najbliższym w czasie Je¬go słabo¶ci, cierpienia i choroby, gdy rósł w siłę Jego Duch. Nauczał zawsze, że chorzy s± skarbem Ko¶cio¬ła. Ja przypominałam to moim znajomym w okresach ich niemocy. Ale najważniejsze było dla mnie Jego ¶wiadectwo choroby i cierpienia na oczach ¶wiata.

Małgorzata z Warszawy